3 powody, dla których Oscary 2017 wygra LA LA LAND

Kto wygrywa Złote Globy i BAFTĘ, ten wygrywa Oscary

Nawet dziecko wie, że jeśli film zdobywa najważniejsze nagrody na Złotych Globach, to na Oscarach najpewniej też rozbije bank.

Tej nocy odbyła się kolejna ważna gala – BAFTA, czyli nagrody Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych.

Oczywiście LA LA LAND (2016) kolejny raz rozniósł rywali, zdobywając 5 statuetek, w tym dla najlepszego filmu, reżysera, aktorki pierwszoplanowej, za zdjęcia i muzykę oryginalną.

Czy ten wyścig po nagrody zatrzymają Oscary? Wątpię.

la-la-land

LA LA LAND to rodzynek wśród nominowanych, jeśli chodzi o gatunek

Pamiętacie ARTYSTĘ (2011), zwycięzcę najważniejszych kategorii na Oscarach w 2012 roku? Ten film był inny niż wszystkie prezentowane w kinach przez ostatnie dziesięciolecia. Decyzja o nakręceniu w XXI wieku niemego filmu czarno-białego wymagała niebywałej odwagi. Opłaciło się.

W tym roku LA LA LAND przywołał we mnie podobne odczucia. Musical, ze względu na gatunek, od razu skupia na sobie więcej uwagi.

Jak często oglądacie musicale? Ile ich powstaje co roku? Żeby do tego nie były rodem z Bollywoodu i były na naprawdę przyzwoitym poziomie? Podpowiem: niewiele.

W 2013 roku 3 Oscary zdobył musical dramatyczny LES MISERABLES: NĘDZNICY (2012), ale były to nagrody dla: najlepszej aktorki drugoplanowej, za najlepszy dźwięk oraz najlepszą charakteryzację i fryzury.

W 2008 roku za scenografię dostał Oscara krwawy musical SWEENEY TODD: DEMONICZNY GOLIBRODA Z FLEET STREET.  

Ostatni naprawdę wielki sukces odniósł 14 lat temu musical kryminalny CHICAGO (2002), który zgarnął 6 Oscarów, w tym statuetkę dla najlepszego filmu.

la-la-land_4.jpg

LA LA LAND to rozrywka najwyższej próby

Umówmy się – musical to nie jest najpoważniejszy gatunek filmowy, ale w żadnym wypadku nie jest to jego wada i nikt nie powinien powagi od niego wymagać. Błędem jest zabieranie się za oglądanie musicalu i ocenianie go w kategoriach np. rasowego dramatu.

Wiadomo, że kiedy aktorzy rozmawiają, a za chwilę śpiewają i tańczą synchronicznie na stołach, to w żaden sposób nie można ich traktować poważnie.

Nie przepadam za musicalami, ale w LA LA LAND znalazłam lekkość, której filmowo już bardzo dawno nie odczuwałam.

Piękna obsada, wpadające w ucho piosenki, nie takie sztampowe rozwiązania fabularne jak można byłoby się spodziewać. A oprócz tego kilka mrugnięć oka do widza, szczególnie w bawieniu się formą i tematem.

I te wszystkie odwołania do klasyki musicalowej, dzięki czemu LA LA LAND nie jest tylko jakimś tam musicalem, ale w pewien sposób hołdem.

Spędziłam z LA LA LAND przepiękne 2 godziny, podczas których ani przez sekundę nie czułam nudy. Myślę, że gdyby nie zamykali już kina, mogłabym posiedzieć, posłuchać i pooglądać kolejną godzinę. Chyba podobne odczucia muszą towarzyszyć tym, którzy obdarowali do tej pory tyloma nagrodami ten film.

Oglądaliście już? Myślicie, że LA LA LAND rozbije oscarowy bank? ;-)

NIEKTÓRE ODWOŁANIA LA LA LAND DO INNYCH MUSICALI

Krzyk rąk. Film PLEMIĘ (PLEMYA, 2014)

7687906-3Plemię. Kiedy wspominam ten film, miękną mi kolana i sztywnieją barki. Już dawno nie widziałam tak przerażającego, tak dobrego obrazu.

Plemię jest ciężkie, ciężkostrawne. Trudno później wychodzić z seansu do zwykłego, spokojnego świata, do bezpiecznego domu, ciepłych kapci i czekolady.

——————–

Miałam okazję zobaczyć ten film podczas Europejskiego Dnia Kina Artystycznego w Krakowie. Kino Agrafka postanowiło do końca zniszczyć widzom mózgi – dokręciło śrubę, pokazując obraz w towarzystwie niespokojnej muzyki na żywo.

Plemię w oryginale zostało pomyślane bez napisów, lektora. Jedyny język, który występuje w filmie, to język migowy. I to jest właśnie coś, co wyróżnia ten obraz na tle innych.

To ciekawe, że bez znajomości migania, zaczynamy zwracać uwagę na inne rzeczy – mimikę, atmosferę. Nie spodziewałam się, jak bardzo można krzyczeć rękoma.

——————–

plemya.jpg

Ukraiński reżyser, Myrosław Słaboszpyckyj, używa minimum środków, co wzmaga tylko efekt.

Dwie godziny seansu. Z każdą minutą coraz głębiej wchodzimy w świat szkoły z internatem, do której przyjeżdża spokojny głuchoniemy uczeń. Warunki, w których musi się nauczyć funkcjonować, powoli zatracają w nim całą niewinność i zasady. Otoczenie wymaga od niego agresji, rabowania, a w efekcie nawet zabijania.

——————–

To film ponury, wrzynający się gdzieś pod żebra. Jeśli lubicie mroczne, współczesne kino rosyjskie albo naszego rodzimego Smarzowskiego, to Plemię powinno się Wam spodobać.

P.S. Warto wspomnieć, że w 2014 roku obraz został nagrodzony w Cannes (Grand Prix Międzynarodowego Tygodnia Krytyki), a jego reżyser otrzymał Europejską Nagrodę Filmową m. in. za odkrycie roku.

O filmie ONE MORE TIME WITH FEELING i o płycie THE SKELETON TREE Nicka Cave’a & The Bad Seeds

Ufam Nickowi Cave’owi odkąd usłyszałam pierwsze dźwięki z The Boatman’s Call. Bez mrugnięcia oka poszłam za nim w czerń, w chłód. Poszłam w jego kościste ramiona i już zostałam. Płyty Nicka Cave’a & The Bad Seeds regularnie odkurzam i odsłuchuję. Nie pamiętam jednak tak mrocznego, równie niepokojącego albumu.

nick-cave

One More Time With Feeling Andrew Dominika otwiera równie głębokie pokłady żalu, potrzebę ciszy, kontemplacji. Czysta harmonia obrazu, muzyki i tekstu. Poczucie magii, totalnej spójności podczas sesji nagraniowych. Sporo smutku, autentycznie słaby, łamiący się głos Cave’a w Girl in Amber, Magneto czy I Need You. Jakby ropiały wszystkie rany, jakby, jak to powiedział w filmie Cave, czas był z gumy. Jakbyśmy próbowali uciekać od przykrych wydarzeń, coraz bardziej rozciągając tę gumę, do której jesteśmy przywiązani – tylko w którymś momencie jest już zbyt duży opór. Z trzaskiem wracamy do punktu wyjścia, uderzamy o ścianę, od nowa musimy się ze wszystkim mierzyć.

Obraz w czerni i bieli, kiedy emocje głównego bohatera wydają się silniejsze, a zmarszczki na twarzy – głębsze. Kiedy kolory nie rozpraszają cudownego napięcia. Nie niszczą spokoju, ciszy. Kiedy łatwiej się wstrzymuje oddech, w oczekiwaniu na uderzenie. Niekiedy emocje sięgają zenitu, jakoś trzeba ulżyć napięciu, napięciu na powierzchni oczu. Napięciu na łukach brwiowych.

nick cave2.jpg

Niewyraźnie, gdzieś w podtekście Cave i jego żona wspominają tragiczną śmierć syna, który spadł z klifu w lipcu 2015 roku, ale starają się nie mówić niczego wprost. Może to zbyt bolesne. Może to zbyt prywatne i zupełnie innym niepotrzebne.

Ale w Skeleton Tree jest więcej, niż tylko tren, niż żałoba. To po prostu godzenie się z bólem, stratą, w najszerszym możliwym znaczeniu. To walka o zaakceptowanie tej natury człowieka, która przeżywa, cierpi, czy to ma jakiekolwiek racjonalne podłoże, czy nie.

1860.jpg

Cave w One More Time With Feeling okazuje się poturbowanym, ale ciepłym, miłym, spokojnym facetem, który daje się namówić na filmowe duble, mimo, że nie ma na to najmniejszej ochoty.

Jest mądrym gościem, który po śmierci syna, mimo wszystko postanowił się nie załamywać. Postanowił, że będzie z żoną dalej cieszyć się życiem, nieważne, czy powinien, czy nie.

I to może być świetna nauka dla tych, którzy mimo tego, że życie ich oszczędza, nie potrafią być szczęśliwi.

_____________

_____________

Film, sfinansowany w całości przez Cave’a, został wyświetlony tylko w raz w 1000 kin na całym świecie.

Zapisz

Zapisz

Zapisz