Bezdomne psy i samotni ludzie. Czerniowce (2011)

Czerniowce. Za każdym razem miałam do was inne uczucie, za każdym razem coraz cięższe serce.

I te bezpańskie psy, które watahami pałętały się wszędzie, spały w słońcu, tam, gdzie najcieplej, jakby tylko po to, żeby odejść.

I staruszkowie, którzy te psy dokarmiali, którzy całe dnie spędzali na ławkach w parku, z gazetą albo książką.

I papierosy, tony papierosów, dymu, żeby  życie uciekało przez palce, żeby nie dostrzegać prawdy ani sensu.

I to pragnienie, żeby wrócić i się odnaleźć, które oznaczało opuszczenie ciebie.

-> Zobacz galerię Homeless dogs and lonely people. Chernivtsi (2011) na 500px.

Ciężkie niebo, które chciało spaść (Heavy sky that wanted to fall, 2011)

Czerniowce, potem Chocim i Kamieniec Podolski.

Zimno. Przerażający wiatr, który nie dawał spać. Wiatr, który wdzierał się przez każdą niewielką szczelinę w ścianach i ubraniach.

Rozległy Dniestr, co się nigdzie nie chciał skończyć.

Niebo, które było tak ciężkie, jakby miało spaść, rozbić się o kocie łby, sny.

Nie wiem, gdzie będę za rok, nawet dwa. Przyszłość powoli się klaruje, wypełza gdzieś zza mgły.

aDSC_4126.jpg

Czekam i nie czekam, jakby nie miało istnieć już nic.

___________________

Więcej zdjęć na 500 px.

Zapisz

Geometryczna tkanka miasta. Czerniowce (Geometric tissue of city. Chernivtsi, 2011)

Nie pamiętam, czy wspominałam o Czerniowcach? O pierwszej podróży na Ukrainę, która zaszczepiła we mnie chęć powrotów?

Pierwsze, dość pokraczne zetknięcia z językiem, kiedy okazało się, że łatwiej nam się porozumieć po rosyjsku. Zapach ziemi, który wdzierał się przez otwarte okna marszrutki. Podróż, za którą od razu wiadomo było, że kryje się przygoda.

Przeszywające zimno od długich spacerów, gorąca czekolada z koniakiem. Pamiętasz? Wróciliśmy do tego miejsca kilka lat później, kiedy ulica Olhy Kobylańskiej w końcu została odnowiona. I bliżej nam do siebie było, i noce były krótsze.

To miasto, jak żadne inne na Ukrainie, już zawsze kojarzyć mi się będzie z psami. Psami wylęgającymi wszędzie, z każdej strony na ulicach. Psy śpiące pod ławkami, na trawie, na betonie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że to z braku schronisk dla zwierząt. No tak, tylko w kraju, w którym osiąga się odpowiedni poziom dobrobytu, można sobie pozwolić na przytułki dla czworonogów.

Spaliśmy w akademiku. Nigdy nie zapomnę pani z portierni, która pilnowała po nocach spokojnego snu studentów. Trochę hałasowaliśmy. Trochę jej uciekaliśmy, wykorzystując momenty, kiedy drzemała na krześle. Była wielką ropuchą, której wystraszyłby się nawet Steven Seagal.

A na zdjęciach jest to, co mnie zawsze najbardziej interesowało – ludzie wpisani w geometryczną tkankę miasta.

______

Po więcej zdjęć zapraszam na 500px.