* * * * * * * * * * * * * * *
Świetny [nie umiesz czytać z jego drzazg]. Poeta nie musi tłumaczyć się i tłumaczyć swoich tekstów. Liczy na inteligencję i wyobraźnię czytelnika. Czasem się przeliczy, ale takie jest ryzyko. Moim zdaniem – wiersz nie jest zapętlony do bólu. Obraz jest czytelny, a, że nie piękny, tylko osadzony w dramatycznych rejestrach – cóż, trudno prawdy Autorki wkomponować w przestrzeń wesołego miasteczka. Ode złego mnie lekko strzelilo w oko, ale to drobiazg. Ogólne brawo. W zalewie kiczerii musi być miejsce dla prawdziwej poezji, bo inaczej tylko się urżnąć w szyję.
Mirka Szychowiak, portal truml.com
* * * * * * * * * * * * * * *
Jesteś Klaudio sentymentalną kokietką w swoim wierszu pod tytułem “nie umiem pogrzebać”.
Umiesz wyszukać te fragmenty, których najbardziej żal, kiedy się słucha historii miłosnych, tragicznych, zgubnych, które siadają na psychikę i ni jak nie można z nimi żyć. Moim zdaniem postawiłaś duży krzyż na dotychczasowych historiach miłosno – brudnych, na tych nadętych, wyszukanych. Jesteś tu sobą, wymiętą koszulą, pogrzebowym kirem, zmiętym kawałkiem materiału, który czuje tyle, że nie starcza słów by to wszystko wypowiedzieć.
Moim zdaniem jest to najlepszy utwór jaki od dawna czytałam.
Z wyrazami szacunku.
Joanna Małek, Almanach poetycki, grudzień 6(59)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
Migrena, puste oczy tramwaju, wolne od przyszłości Klaudii Raczek to wiersz o poczuciu braku przynależności, które zaczyna się już w tytule – w określeniach nieokreśloności i niestałości: puste, wolne. Pierwsza zwrotka przynosi czerwone chmury i chilli, a zatem barwę symbolizującą zarówno miłość czy pożądanie, jak również życie i śmierć, jednak żadna z tych wartości nie okazuje się stała, ostateczna. Miłość, czy też pożądanie, to: wychodzisz ze mnie z butami. Życie – życie to tylko sterta porzuconych bagaży. A śmierć jest końcowym nieszczęściem, muzyką niemego filmu, czynnikiem niczego nie determinującym; względna jest tym bardziej, im bardziej życie podporządkowane jest estetyce, a nie etyce. Pojawiające się w pierwszej oraz ostatniej zwrotce zgrzytanie może stanowić klamrę wiersza. Zgrzytanie piasku pod stopami oraz zgrzytanie zamka w/ drzwiach to dźwięki zwiastujące przemieszczanie się, przychodzenie, odchodzenie, a może tylko odchodzenie. Ale przecież wcześniej musiało być jakieś: „nagle śmierć już całą w sobie przeżył wpada. Nie widać mu nawet pięty.”
Iga Reczyńska, miesięcznik kult. – lit. grupy artystycznej Aurea Dicta, marzec 3(50)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
Niedziela Klaudii Raczek to wiersz z cienką cezurą pośrodku, dzielącą go na dwa obrazy. Pierwszy to obraz socjologiczny, sceny zbiorowe, ukazujące społeczeństwo w najbardziej charakterystycznym momencie, najbardziej typowym miejscu i modelu zachowania. Drugi natomiast to obraz indywidualny, portret jednostki – podmiotu lirycznego – szkicowany linią jego refleksji. Dualistyczny ogląd sytuacji lirycznej dotyczy również sposobu przeżywania najważniejszego elementu tytułowego dnia, umiejętności celebracji swojej wiary, sposobu postrzegania jego przedmiotu. Cezura znika jednak, gdy tematem obrazu staje się nałóg. Nałóg tytoniowy, nałóg religijny; papierosy, wiara, jakakolwiek. Papierosy jako wyraz indywidualizmu, natomiast tradycyjne, wpisujące się w powszechne normy społeczne formy zachowań to już konformizm. Który z tych nałogów jest więc naprawdę nałogiem? A może każdy, a „zdrowy duch zalatuje głupotą”.
Iga Reczyńska, miesięcznik kult. – lit. grupy artystycznej Aurea Dicta, marzec 3(50)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
Klaudia Raczek jest bardzo ciekawą osobistością. W jej wydaniu poezja zdaje się być kawałkiem chleba zjadanym o poranku, popijanym mlekiem. Jest osobą o wielkim natchnieniu i nie mniejszym perfekcjonizmie w tym, co robi. A robi to świetnie. Jest pełna życia, doświadczona emocjami i poważna. Jej wiersze nawiązują do bycia w otchłani a jednocześnie spogląda wysoko w górę, jakby miała tam być i istnieć tylko i wyłącznie z lotu ptaka. Myśli jej są błogie i pełne rozterek. Polecam ten wiersz [kultura upadła] za kunszt życia, każdy okruszek chleba jest starannie ułożony w jedną całość.
Joanna Małek, Almanach poetycki, marzec 3(56)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
Ustęp do poezji Klaudii Raczek to okno relacji poeta – społeczeństwo. Okno o tyle specyficzne, że niezależnie od tego, z której strony patrzący się ustawi, oglądany obraz jest bardzo podobny. Niczym w „Czerwonym autobusie”, całe społeczeństwo zebrane zostało w środku miejskiej komunikacji i tak jak ów tekst charakteryzuje sytuację: „Pędzimy przez polską dzicz,/ wertepy, chaszcze błota,/ patrz w tył, tam nie ma nic,/ żałoba i sromota”, tak Ustęp do poezji wpasowuje w ten obraz zaludniające go postaci - tłuszcza fantomów, niezauważalna. ulepiona z zatęchłego,/ lecz gęstego tworzywa. Równie nędzny jest wizerunek jednostki – poety. To ta poromantyczna degradacja poety; już nie wieszcz, nie hołubiony wybraniec, ale wyklęty i przeklęty, żyjący poza społeczeństwem - żebrak w wytartych portkach, wywleczony podkoszulek, dżinsowa kurtka z/ peweksu. Bo przecież „tak długo jak będziemy żyć wśród ludzi, będziemy tym, za co ludzie nas uważają”.
Iga Reczyńska, miesięcznik kult. – lit. grupy artystycznej Aurea Dicta, luty 2(49)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
twarze jak nalane, ciała wypisane
Obrazowość (…). Klaudia uchwyciła nieco inną chwilę. Utrwaliła obraz niezmienny od wieków… Tak stary, jak starym jest nieopisywany w podręcznikach świat spotykających się twórców artystycznej gliny.
Nie jest to wieczorek Wisławy Szymborskiej, jaki możemy oglądać na szklanym ekranie – z kwiatuszkami w tle i uśmiechniętą staruszką. Jest to obraz, który mogłem oglądać bywając prywatnie w domach, bohemach, knajpach – obraz prawdziwy, prawdziwych wierszopisarzy. Pijących, kłócących się, unoszących i opadających, albo raczej ześlizgujących się pod stoły.
Obraz nasączony unoszącą się w powietrzu (wolną od dogmatu, zasad i dobrego wychowania) filozofią. Bo któż ją tworzy, jeśli nie sami twórcy?
Marek Olszewski, Almanach poetycki, grudzień 2(55)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
Utwór Klaudii Raczek czarne tulipany to szczególnego rodzaju erotyk, w którym wzajemne obnażanie sięga daleko poza sferę cielesną bohaterów. Zachodzi ono głęboko, zaczynając od przygotowania rekwizytów: kuchenne noże układasz wedle głębokości/ na jaką się wbijają, po sam proces wymiany najbardziej intymnej: wymieniasz pół litra własnej krwi. rozdajesz równie/ słodką karmiącą podniebienia. Te okrutne obrzędy, niewymowna definicja/ przyjaźni, zakrawają na wyjątkowy rodzaj bliźniactwa, nieodłącznie wiążący się jednak z obawami i rozczarowaniami. Bo „dla kogoś, kto doświadczył intymności bliźniactwa, każda inna intymność będzie już tylko odrażającą rozwiązłością”.
Iga Reczyńska, miesięcznik kult. – lit. grupy artystycznej Aurea Dicta, styczeń 1(48)/2010
* * * * * * * * * * * * * * *
Klaudia Raczek przebojem weszła w poetyckie życie społeczności gaAD. Ta młoda, obiecująca poetka z Małopolski pisze dużo, ciekawie i błyskotliwie. Opublikowany tekst za każdym razem wnosi do recepcji czytelniczej, w mniejszym lub większym stopniu, coś innowacyjnego. Pokazuje inne oblicza rzeczy na pozór znanych, niby dawno objawionych, a jednak są to ekspozycje poetyckie w zgoła nowej oprawie, nowym świetle. Moją szczególną uwagę przykuł utwór „Skowronki na parapecie”.
O skowronkach powstało już niemało wierszy. Temat zdaje się być jednak niewyczerpany i sięgają po niego coraz to nowi adepci pióra. Moje dotychczasowe przygody czytelnicze z tym ornitologicznym motywem w poezji pozostawiły jednak po sobie uczucie sporego niedosytu…Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę tkwiący w tym rekwizytorium ogromny potencjał liryczny! I tak, np. słynna Maria Konopnicka bezgranicznie (to dobre słowo) upaja się śpiewem ptaka „wiszącego nad niebem”, „nad tą cichą niwą”… A taki Władysław Bełza zaprasza i zaprasza do siebie tego polnego śpiewaka słowami: „Gnieźdź się, ptaszku, na zagonie/ Gnieźdź się między nami/ Ja gniazdeczko twe obronię/ Przed złymi chłopcami!” – ale to wszystko nic. To tylko trele morele (sic!) wobec tego, co ma w odwodzie Klaudia, czy też jej bohaterka. Ona najzwyczajniej w świecie znajduje „patent” na zrozumienie, zbliżenie się do natury – i to nie tylko tej dzikiej, ale i swej własnej – w obłaskawianiu skowronków…jabłkową struclą! I niech ten myk, stunt liryczny posłuży za doskonałą ilustrację tego, jak bez efekciarstwa i fajerwerków, ale w niestandardowy sposób można urzec czytelnika nietuzinkowym pomyślunkiem, kadrem. W moim odczuciu, mechanizm wiersza w swej głębi, w swym drugim dnie, nie jest jednak automatycznie nastawiony jedynie na wprawianie czytającego w miłe zaskoczenie, na uderzenie w czułą strunę. Mamy tu także do czynienia z dramatyczną relacją “live” współczesnego człowieka, z jego autentyzmem, ale i ograniczeniami, rozterkami. To, co czytamy to pierwszoosobowa narracja „ktosia”, rzuconego przez los w określone, wąskie i przytłaczające ramy funkcjonowania poety XXI w.
Mamy zatem wiersz – spowiedź tegoż poety z kolejnego, „odbytego” dnia – chciałoby się rzec. Pozwolono nam zajrzeć w sam środek kipiącego tygla, w którym mieszają się ze sobą osobiste emocje, jeszcze świeże przeżycia, które za chwilę posłużą za budulec kolejnego wiersza. Do rąk własnych lada moment dostaniemy cacko z opcją podglądu na konkretne życiopisanie. Tak właśnie wre konglomerat, napędzany „głodem”, który „jeszcze pozwala swobodnie myśleć i pisać”, kiedy wszystko inne zawodzi. Konglomerat, ale nie mylmy z fabryką snów w pop – artowym stylu, która wypuszcza na świat tombakowe twory. W magicznym kotle p. Raczek przemianie w złoto podlegają, za Bursą dopowiadając, „do łez do krwi znane” fakty autentyczne, a każdy z nich staje się trwałym zapisem, tak żywym jak kartka wyrwana z kalendarza.
Odejmowanie sobie pokarmu od ust przyjmujące tu kategorię „franciszkańskiego” dobrego uczynku, dodatkowo niesie o wiele większy ładunek znaczeniowy niż tylko wynikający z samego dokarmiania braci mniejszych. Odnalezione „źródło energii” okazuje się brać początek przede wszystkim z karmienia, czy też żywienia własnych, ukrytych instynktów poetyckich, z potrzeby pisania. Tak mocno dających znać o sobie w ciasnocie pozbawionych „ciepła” „kawalerek”, w „wykrochmalonych deszczem popołudniach”. I owe pragnienia utrwalania siebie znajdują teraz ujście w „stygnących długopisach”.
Podmiot – kobieta, choć „cała w skowronkach”, na pewno nie jest wulkanem radości. Wręcz przeciwnie, ze smutkiem walczy z wszechogarniającym ”nicem” (używając nomenklatury L. Janerki) za miecz mając tylko ów „długopis”, a za tarczę „struclę”. To jest jej jedyna linia obrony przed spowszednieniem, przed zobojętnieniem na świat. Tak krucha, a zarazem taka mocna. Finalne „rozkruszanie” (strucli) przywiodło mi na pamięć scenę z Axeman cometh J. Farrisa, kiedy to Shannon zbudziwszy się podchodzi do parapetu i rysuje na kartce ptaki. Nagle ożywają i sfruwają znad papieru ulatując przez okno – mimo że „bledsze niż zwykle”, tak samo autentyczne i z identyczną siłą nośną jawią mi się „skowronki” Klaudii.
Tomasz Śnieciński, felieton do poduszki: Cała w skowronkach, Almanach poetycki, grudzień 12(53)/2009
* * * * * * * * * * * * * * *
Wiersz Klaudii Raczek zatytułowany „Wykroczenie organów” odbija echem każdą kroplę z nieszczelnego kranu, jakby każdy dotyk sunący po skórze miał niewyobrażalnie wyrazisty dźwięk. Organiczność tego utworu polega na bezgranicznym związku osoby wylewającej z sobie emocje, z figurą nieodzownie do niej pasującą; za równo zgrabnie wpasowaną do wiersza (jakby stworzoną do trwania w poezji), jak i w życiu naszego podmiotu, podejrzewam – autorki.
Albowiem, z tego co już zdążyłam zarejestrować, pochodzi ona z tych, co czują więcej, ze zdwojoną siłą, z pogłębiającymi się receptorami smaku i dotyku wyobraźni. To zdolność niezwykle pożądana, wyczuwalnie aktywna w każdym z nas, jednakże nie w każdym na tyle rozwinięta, by z niej korzystać dawać innym.
„przy tobie wydaje mi się że po lipcu znowu przyjdzie maj / silny jak samobójcza radość”, bardzo proste wersy, pozbawione jakichkolwiek zabaw słownych, ozdób, frędzli i koronek, a jakże adekwatnie pasujące do myśli w nich zawartej. To zmysł, który działa razem z myślą, nie daje jej uciec, przetworzyć się bądź zmodyfikować. Pęd za pomysłem, jest tak duży, że łapiąc go tylko za przysłowiowy ogon, jesteśmy już w stanie wydobyć z niego autentyczność. To właśnie wyróżnia autorkę tego wiersza.
Joanna Małek, Almanach poetycki, grudzień 12(53)/2009
* * * * * * * * * * * * * * *
Pierwszy nokturn o ucieczce Klaudii Raczek to utwór tak ciemny i niespokojny jak zawarta w tytule noc. To pejzaż o nocnym majaku rozstania; ucieczka bowiem stanowi jedynie projekcję napędzającą rzeczywistość. Jest w tej wizji pragnienie jakby od Toma Waitsa: „chcę być deszczowym psem” – bo psy nie kłamią psy nie chleją psy są wierne/ i nie potrzebują ludzi – które, na zasadzie kontrastu, nasuwa wątpliwości i niepokoje podmiotu lirycznego; stosunek do zastanej sytuacji i charakteryzujące ją smutne związki. Tę wolność, z którą nie wiadomo, co zrobić; nihilistyczną bliskość, która pozostawia posmak nierealności; a „jakaż to miłość jest, co ziarno daje puste?” Można więc czekać i marzyć wraz z podmiotem, dzielić obawy, podwójne smutki. Jednak, póki co, gdy etanol nocy staje się jeszcze głębszy – „ach, co za noc! po co nam inny dom,/ gdy niebo nad głową”.
Iga Reczyńska, miesięcznik kult. – lit. grupy artystycznej Aurea Dicta, grudzień 12(47)/2009
* * * * * * * * * * * * * * *
