uratuj mnie, grzesznicę, słodki jezusie, lecz przybity
gwoździami nad łóżkiem. ty, który patrzysz
na moje nagie piersi, gdy opada kołdra. zabierz tę szafę
z rogu pokoju, nie daje spokoju, wygląda jak solarium,
jak trumna.
schodzisz ze ściany, błogosławisz mnie
paskiem, chrzcisz jak piwo. tulę twarz
do twojej koszuli, jest jak całun,
więc całuję i nie wypuszczam z ust
jak hostii. uciekasz, a miałeś mnie
zabawić.
[inne miasta, te same sny]

